Wyjazd do Włoch

8 September, 2009 (00:23) | Uncategorized | By: Meleks1498

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - Armagedon, który dotknął gospodarkę całego świata odbił się również na Nas. Oczywiście moglibyśmy wstrzymać realizację wszystkich naszych potrzeb i tak częściowo jest, ale z drugiej strony nie można odmawiać sobie wszystkiego, a szczególnie wakacji. Tak więc przez wzgląd na sytuację ogólną wybraliśmy autostop jako środek lokomocji. W plecaku znalazły się tylko najpotrzebniejsze rzeczy aparaty fotograficzne, bielizna, ręczniki, śpiwory itp.

Podróż przez pierwsze kilka dni przebiegała świetnie. Cywilizowane kraje, z dużą ilością dróg szybkiego ruchu, gdzie ludzie są sobie przychylni to znakomite miejsce do podróżowania autostopem. Większość drogi przebyliśmy jadąc jednym wozem długie odcinki drogi. Jednocześnie mieliśmy szansę odwiedzić kilka miejsc, o których marzyliśmy już od bardzo dawna. Poznaliśmy też kilku ciekawych oryginałów, którzy podróżowali tak jak my.

Po dotarciu na miejsce same porażki - kemping, który wybraliśmy nie miał w zasadzie żadnej infrastruktury, nie było prysznicy, ani toalet - zupełnie jak 30 lat temu w naszym kraju - tylko ceny podobne do wynajęcia pokoju w hotelu. Co zresztą zrobiliśmy, po trzech dniach pobytu przenieśliśmy się do motelu. Całość wydatków codziennych wyszła nawet niżej, bo Bed and breakfast było 5 euro na osobę tańszy niż pole namiotowe bez prysznica i samodzielne gotowanie.

Co by nie powiedzieć okolica, w której przebywaliśmy była przepiękna, wysokie na kilka metrów klify wyrastały prosto z morza. W niedużej odległości od brzegu były widoczne postrzępione wierzchołki gór. Niemniej jednak z naszymi możliwościami finansowymi i transportowymi mogliśmy co najwyżej pooglądać sobie to z boku. Dotarcie do jakichkolwiek punktów widokowych wymagało użycia auta. Niby wiedzieliśmy, że okolica nie jest do końca bezpieczna, ale jakoś nie było na co dzień poczucia zagrożenia, aż pewnego pięknego dnia zostaliśmy jak na westernie napadnięci i okradzeni z plecaka fotograficznego i portfeli - pozbyliśmy się naszych ulubionych i kupionych za grube pieniądze aparatu Nikon D90 i fachowej lornetki Fuji. To niestety spowodowało, że musieliśmy wcześniej wracać do domu i summa sumarum nie możemy tego urlopu zaliczyć do udanych.